środa, 5 czerwca 2013

Rozdział 4
ALICE:
Błagałam go długo, aż w końcu doszliśmy na miejsce. Było tam pięknie.
-Jesteśmy.
-Nareszcie.
-Podoba ci się?
-Tak. To miejsce jest piękne.
-Nie tak piękne jak...
-Jak co?
-Yyyy. Jak... jak.... Jak łąka w windowsie.
-Cha cha cha cha. Zabawny jesteś.
JUSTIN:
Chciałem powiedzieć: Nie tak piękne jak ty, ale nie mogłem. Pewnie taka piękność ma już chłopaka. Ona jest inna niż wszystkie. Wyjątkowa. Mogłem jej powiedzieć co czuję, a jeśli mnie wyśmieje? Nie wiem już sam co robić.Nagle spojrzała mi w oczy.
ALICE:
Widziałam, że coś jest nie tak. Justin bardzo mi się... bardzo mi się... kurde on mi się bardzo podoba. Pewnie ma dziewczynę. To niemożliwe, by nie miał. Muszę się przełamać. Spojrzałam mu w oczy i powiedziałam
-Masz dziewczynę?
-Nie. Czemu pytasz?
-A tak jakoś. Tylko pytałam.
Nie ma dziewczyny. Pomyślałam. Może warto spróbować?
-A ty masz? Zapytał Justin
-Ja? No coś ty.
JUSTIN:
Nie ma chłopaka! Może warto spróbować.
Zapanowała między nami dość sztywna atmosfera. Nikt nie wiedział co powiedzieć.
-Skąd pochodzisz?Zapytała Alice.
-Ze Stantford w Kanadzie.
-Nie słyszałam o tym mieście.
-Bo jet małe.
-Czemu się przeprowadziłeś?
-Mama nie mogła znaleźć pracy, więc postanowiliśmy się przeprowadzić. Tu są większe możliwości.
-To pewnie musiało być dla ciebie ciężkie, tak zostawiać przyjaciół.
-Szczerze mówiąc, to  nie miałem przyjaciół.
-Dlaczego?
-Gdy miałem 11 lat. Moja rodzina była bardzo biedna. Nie miałem nawet ciuchów do ubrania. Po lekcjach zawsze chodziłem z gitarą pod teatr i grałem.
-W ten sposób zbierałeś pieniądze.
-Tak. Chciałem pomóc mamie.
-Współczuję.
-Dzięki, ale nie mam zamiaru się nad sobą użalać. Teraz może ty opowiedz coś o sobie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz