poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 6

ALICE.

Ten pocałunek był bardzo przyjemny i chciałam, żeby trwał dłużej, ale.. nie wiem dlaczego w pewnej chwili po prostu go odepchnęłam.
-Coś się stało? Zapytał Justin.
-Nie... znaczy tak.
-O co chodzi?
-Nie powinniśmy.
-Ale dlaczego? Przecież oboje tego chcemy.
-Ja nie wiem czy tego chcę.
W tym momencie miałam ochotę go przytulić, ale rozum mówił mi inaczej. Odwróciłam się na pięcie i weszłam do domu. Na stole leżała mała karteczka "Mam dużo pracy. Wrócę później. Kocham cię" Otworzyłam lodówkę. Jak zwykle była pełna pyszności, wśród nich była moja przyjaciółka nutella. Wzięłam dużą łyżkę i zabrałam słoik do swojego pokoju. Przebrałam się w wygodniejsze ciuchy. Nagle mój telefon zaczął wibrować i wydawać zabawną melodyjkę. Na ekranie pojawiło mi się zdjęcie mojej przyjaciółki.
-Hej Hon.
-Hej! Słuchaj! Jutro idę z Zaynem na tą imprezę. Muszę mieć jakąś sukienkę...
-Tak pójdę z tobą.
-Ok. Jutro o  12:00. Będę czekała pod twoim domem.
-Czekaj!. Szkoła?
-Hahahaha. Głuptasie. Jutro i pojutrze lekcje są odwołane z powodu jakiejś epidemii.
-Aha. Ok to jutro na 12:00.
-Pa.
-Papa kochanie.
Rozłączyłam sie i weszłam na skypa. Na monitorze wyświetliło mi się "Justin dzwoni" Poprawiłam włosy, sama nie wiem po co i odebrałam.
-Hej. Słuchaj chciałem cię przep...
-Nie to ja cię przepraszam. Nie powinnam wtedy tak po prostu odejść.
-A ja nie powinienem cię od razu całować, ale nie mogłem się powstrzymać.
-Spoko. Rozumiem.
-Słuchaj. Bo wiesz no. Jutro mój kumpel urządza imprezę i...
-Chcesz żebym z tobą poszła?
-Skąd wiedziałaś?
-Strzelałam.
-To pójdziesz?
-Pewnie! Ale jako przyjaciółka, nie dziewczyna.
-Oczywiście.
-Ok. Na którą?
-Jutro na 19:00
-Oki.
Nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwiami.
-Skarbie wróciłem!
-Wiesz co ja już muszę kończyć. Powiedziałam do Justina i rozłączyłam się. Zeszłam do taty na dół. Był dziwny, taki jakby zdenerwowany.
-Tato. Co się stało?
-Nic kochanie. Nic.
-Ale jesteś zdenerwowany?
-Mówię ci przecież, że nic mi nie jest tak!
-Tato nie krzycz na mnie.
-Daj mi spokój! Wynocha do pokoju!
Nigdy wcześniej na mnie nie krzyczał. No krzyczał, ale nie tak bardzo. Weszłam do swojego pokoju. Słyszałam trzaśnięcie drzwiami od pokoju taty. Coś jest nie w porządku. No ale cóż. Przebrałam się w piżamę i połóżyłam do łóżka. Leżałam na poduszce, przekręcając się z boku na bok. Nie mogłam spać. Myślałam o tacie, o Justinie, o Honey. W końcu sen mnie zmorzył. Obudziłam się o 9:00. Przetarłam oczy i spojrzałam za okno, przez które witały mnie promienie słońca.